Był piękny jesienny dzień. Jak zwykle musiała mnie obudzic mama.
- Misiu, już 9:45 spóźnisz się na mecz- krzyknęła mama.
Szybko wstałam. Otworzyłam szafę i wzięłam moje czarne spodnie, koszulę w kratkę kurtkę i bootki. Poszłam do łazienki, przeczesałam swoje włosy które sięgają podbrzusza. Weszłam na korytarz i szybko zeszłam po schodach. Właśnie zadzwonił dzwonek otworzyłam drzwi a w nich stała moja przyjaciółka Paulla Evans.
-Hej,hej gotowa? Na mecz oczywiście?- powiedziała Paulla.
- No jasne, idziemy?- zapytałam.
Paula pokiwała tylko głową. Mecz się właśnie zaczyna dziś grają nastolatkowie z Niewiadomia i Wodzisławia na Szpajcha Arena.
Zebrało się dużo ludzi. Chyba najwięcej jak dotychczas.
- PRZY PIŁCE ANTOŚ NIE JUŻ SZYMON A JEDNAK NIE KTO TO ?JAKIŚ NOWY TAK NAZYWA SIĘ KUBA. - komentuje komentator ten mecz.
-I I GOOL! 2:0 DLA NIEWIADOMIA. Antoś właśnie puścił mi oko a ja się uśmiechnęłam bo przecież to mój chłopak nie?
- A TO CO?- zdziwienie w głosie komentatora było zadziwiające.
Coś wskoczyło przez ogrodzenie. Coś wielkiego skoczyło na cztery łapy. Wszyscy zamarli tylko Kuba jeszcze gra. Nawet Antoś.
- Wiem co to jest! To wilkołak, ktoś taki jak ja!- pomyślałam- Teraz albo nigdy!
Przeskoczyłam przez barierkę dzielącą kibiców od zawodników.
Podeszłam bliżej i ukryłam swoją twarz we włosach. Moje piękne
niebieskie oczy zmieniły kolor na żółty. Uklękłam myślałam że zapanuje
nad tym wilkiem a nic z tego udrapnął mnie w policzek rana była długo i
głęboka. Krwawiłam. Wilk uciekł, Kuba sie na mnie popatrzał. A na myśl
przysuwała mi się ucieczka, ucieczka. Uciekłam, pobiegłam do lasu na
przeciwko domu. Nie miałam do niego daleko bi mieszkam na przeciwko
boiska i lasu. Ale nie chciałam iść do domu. By mnie rodzice okrzyczeli
że wchodzę w bójki z innymi wilko-krwistymi. Miałam tu dużo miejscówek w
lesie. Weszłam na drzewko które było krzywe i zakręcało nad ścieżką.
Dziś sobota dużo ludzi bedzie się chciało przespacerować.
- Co ja powiem Antosiowi przecież mnie zabije jak się dowie że sie
zabujałam w Kubie.- pomyślałam- Nie, powiem mu prawdę- krzyknęłam.
I wtedy rozległ się trzask łamanej gałęzi . Popatrzałam w dół a stał tamKuba. Moja rana krwawila a on patrzył swoimi pięknymi niebieskimi oczkami na mnie.
- Hej, jestem Kuba a ty? Zejdziesz z drzewa?- zapytał
-Jestem Misia, niewiem czy dam radę- Odpowiedziałam
- Chodź pomogę Ci tylko zejdź- powiedział
Schodziłam powoli strasznie kręciło mi się w głowie. Za dużo krwi straciłam. Jeszcze tylko jedna gałąź. I spadłam. Kuba złapał mnie w ramiona, był silny. Patrzyliśmy sobie w oczy. W końcu mnie postawił.
- Gdzie mieszkasz?Daleko?-zapytał
- Nie tutaj zaraz naprzeciwko - odpowiedziałam
- Odprowadzę cie!
Gdy szliśmy musiał mnie podtrzymywac. Kiedy doszliśmy Zadzwoniłam na dzwonek a drzwi się otworzyły a ja zemdlałam.
----------------------------------------------------------
Jak wam sie podoba?
Kocham was ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz